Nasze historie

Joanna i Weronika

Joanna jest aktywnym zawodowo adwokatem i jednocześnie mentorką 10 letniej Weroniki od października 2015 roku. Oto jak opisuje swoją niezwykłą relację:

Dlaczego zdecydowałam się zostać mentorką

W życiu bardzo dużo dostałam i dużo sama czerpałam z tego, co otrzymałam. Wierzę więc, że mam zdolności i możliwości, które, zachowane tylko dla mnie, są bezużyteczne. Czuję potrzebę, by w pełni zaangażować w relację z Weroniką – moją podopieczną. Ponieważ obecnie wycofałam się z aktywności pro bono prawniczej, zaangażowałam się w wolontariat w Fundacji Big Brothers Big Sisters of Poland.

Moje pierwsze spotkanie z Weroniką

Przed pierwszym spotkaniem nie czułam stresu, ale zastanawiałam się czy będę w stanie odczytać wszystkie komunikaty, czy będę umiała zrozumieć moją Młodszą Siostrę. Chciałam od początku, by dobrze i bezpiecznie czuła się w tej relacji. Moja relacja z Weroniką rozpoczęła się prawie rok temu. Na początku Weronika była bardzo skryta, martwiłam się, że nie będzie w stanie powiedzieć wprost pewnych rzeczy. Funkcjonowałam w takiej podwyższonej czujności na jej potrzeby. Chciałam zrozumieć jej sposób myślenia i zobaczyć jak postrzega świat. Ciągle się tego uczę.

Proces poznawania się

Na początku dużo więcej zajmowała mi organizacja spotkań ponieważ dużo mniej znałam Weronikę.  Bardzo się starałam, żeby spotkania były dla niej ciekawe, jednocześnie nie widziałam co ją zaciekawi, wiec starałam się, żeby te spotkania były urozmaicone. Potem czekałam na odzew od niej, jak jej się to podoba, co jej się podoba, chociaż ona nie była  zbyt otwarta. Trochę informacji miałam od mamy Weroniki, trochę dowiadywałam się od Pani Pauliny. Teraz już znam Weronikę dużo lepiej. Dużo lepiej się nam rozmawia. Jej mama informuje mnie również o bieżących potrzebach, np. jeśli Weronika potrzebuje jakiejś pomocy w szkole.

Wspólne aktywności

W miarę upływającego czasu i nawiązywania naszej relacji widzę jaką zabawę moja Młodsza Siostra najbardziej lubi. Czasami szukanie jakiś najbardziej wymyślnych rzeczy i wydarzeń na zewnątrz, w mieście, niekoniecznie jest  dla niej bardziej atrakcyjne. Woli gdy ten czas spędzamy razem, jak robimy robótki filcowe czy razem gotujemy obiad.

Nasza relacja

Zależy mi, żeby zbudować silną relację z Weroniką, tak by czuła się ze mną bezpiecznie. Zabieram ją na różne spotkania. Jednym z nich było interkontynentalne kolędowanie, gdzie ludzie z całego świata śpiewali kolędy i grali na różnych instrumentach. Ja grałam na gitarze. Na początku Weronika schowała się za mną i była bardzo onieśmielona. Z czasem, gdy zobaczyła, że ja gram, wzięła bębenek, wybijała rytm, wciągnęła się w atmosferę, zaczęła śpiewać kolędy i rozmawiać z ludźmi. Pod koniec bawiła się już ze wszystkimi. Obie byłyśmy zachwycone!

Razem pomagamy innym

Najlepszy czas jest wtedy, kiedy robimy coś razem, kiedy mamy jakiś wspólny cel, jakieś wspólne zadanie i angażujemy się obie. Weronika jest bardzo rodzinna i lubi działać zespołowo. Bardzo zależy mi, żeby w naszej relacji  przekazywać wartości, którymi warto się kierować. Przed świętami Bożego Narodzenia, w kościele św. Anny co roku zbierałam listy od dziecka, które pisało o wymarzonym prezencie gwiazdkowym, przygotowywałam taki prezent a następnie odpisywałam dziecku. W zeszłe święta poszłam do kościoła razem z Weroniką. Weronika wybrała list, który jej się najbardziej podobał. Romek opisywał w nim swoją sytuację, że marzy o butach i o mp3. Pojechałyśmy z listem do galerii handlowej i razem wybierałyśmy buty dla Romka, w końcu wybrałyśmy takie, które nam się podobały, obie stwierdziłyśmy, ze są fajne, praktyczne i trwałe, później dokupiłyśmy mp3 i wróciłyśmy do domu. Byłyśmy zmęczone, ale postanowiłyśmy zrobić jeszcze obiad. Weronika robi świetna mizerię, więc to była jej rola. Po zjedzeniu obiadu zapakowałyśmy prezent i odpowiedziałyśmy na list. Weronika chciała być również przy przekazaniu prezentu, pojechałyśmy razem do kościoła i zostawiłyśmy prezent. Razem robiłyśmy coś dla innej osoby. Było to niezwykłe doświadczenie.

Razem pokonujemy trudności

Weronika ma problemy z językami w szkole, czasami w trakcie naszych spotkań w formie zabawy ćwiczymy angielski i hiszpański. Nie radzi sobie z tym najlepiej, a jednocześnie ja uwielbiam pomagać jej w nauce tych języków. W tym przypadku uzupełniamy się.

Ja też się uczę

Weronika uczy mnie kreatywności. Często ma swoje zdanie, które jasno wyraża, ja muszę więc mocno zastanowić się nad formą przekazywanej informacji, co mnie bardzo rozwija. Uwrażliwiam się na drugiego człowieka, nie mam klapek na oczach i nie zakładam, że wiem najlepiej. Nie mogę i nie chcę jej do niczego zmuszać, dlatego staram się w sobie znaleźć sposób, jak przekazać to, co zamierzam przekazać, jednocześnie nie zmuszając jej do niczego.

Co daje mi nasza przyjaźń

Dużo od niej dostaję. Czasami po powrocie z pracy bywam w złym humorze, zmęczona. Świadomość, że jest Weronika i fakt, że jestesmy umówione na spotkanie pozwala mi wyjść z tego marazmu i zmobilizować się. Po spotkaniu z moją Młodszą Siostrą, całe zmęczenie i zły humor znikają. Uwielbiam to.

Maciej i Hubert

Maciej Kaniowski jest dyrektorem w jednej z warszawskich firm. Od lutego 2015 jest mentorem 14 letniego Huberta.

Nasza relacja

Mentoring to nie jest zastępstwo ojca, to dla młodego chłopaka ma być relacja z trochę starszym facetem, który ma wystarczająco dojrzałe poglądy na różne sprawy i jest w miarę ogarnięty. Dla Huberta i dla mnie, bardzo ważnym elementem naszej relacji jest możliwość rozmowy, wymiana poglądów, opinii i wątpliwości co do otaczającego świata.

Dużo rozmawiamy

Hubert jest super, ma bardzo bogaty zasób słownictwa, bardzo lubi rozmawiać. Na początku naszej znajomości to była luźna wymiana opinii na różne drobne tematy, w tym momencie jest to już pełny dialog. Widać, że po półtora roku Hubert czuje się w naszej relacji komfortowo, dlatego pyta, pyta, pyta. Cieszę się, że sam z siebie ma własne zdanie i opinię na różne tematy i dzięki temu rozmowa na każdy z nich jest coraz bardziej partnerska. Zależy mi żeby miał na tyle swobody, żeby mógł ze mną porozmawiać na tematy, które go gryzą, które za nim „chodzą” – nie tylko na te najłatwiejsze. Tematy są przeróżne – od bardzo przyziemnych typu piłka nożna, niekiedy aż po sprawy sercowe. Pojawiały się dyskusje na temat religii, etyki, szkoły, edukacji, pasji. Jednym słowem, tematyka od „sasa do lasa”, ale zawsze przeciekawa.

Radzimy sobie z kłopotami

Często wracamy do kwestii jak radzić sobie z kłopotami. To taki nasz meta-temat. Jak to jest, jak coś komuś nie idzie, co zrobić żeby się udało. Czy warto włożyć trochę wysiłku, żeby osiągnąć lepszy rezultat, co może z tego wyniknąć. Jak warto się zachować kiedy sprawy nie idą po naszej myśli, kiedy przeszkody wydają się piętrzyć.

Razem dochodzimy do ciekawych wniosków

Hubert jak na swój wiek jest bardzo dojrzały. Na początku naszej relacji miałem wrażenie, że jak na czternastolatka dostrzega w swoim otoczeniu aż za wiele. Trochę za dużo refleksji o życiu w tym krótkim – 14 letnim – życiu. W naszych dyskusjach pojawiało się sporo myślenia: „to pewnie będzie niemożliwe”, „to się może nie udać”, „fajnie by było grać w Liverpoolu, ale…”.  Teraz częściej słyszę, że podchodzi do tego w sposób bardziej otwarty – oswajając się z podejściem, że nie musi być jednego wielkiego celu, który trzeba gonić ale są bieżące pasje, które można rozwijać i pielęgnować. Dzięki temu nie trzeba obawiać się presji i oczekiwań a można poświęcić się teraźniejszości, na której dopiero z czasem powstanie wspaniała przyszłość.

Wspólnie spędzamy czas

Co robimy? Dużo rozmawiamy, bardzo często przy jedzeniu. Hubert lubi próbować nowych rzeczy i bardzo to w nim cenię. Owa ciekawość to cecha, która gwarantuje ciekawe życie. Czasem sięgamy po  nowe aktywności – jak przełamanie obaw przed pływaniem, a w czasem nowe potrawy – obaj uwielbiamy sushi. Od początku chodziło o to, żeby to co robimy wspólnie pojawiało się w miarę naturalnie. Nie ma potrzeby tworzyć nagle środowiska kompletnie innego od codziennego życia Huberta. Jednocześnie staram się pamiętać, że spróbowanie czegoś nowego, czego do tej pory nie miał okazji doświadczać pomoże Hubertowi mieć w przyszłości szansę na świadome wybory.

Przełomowy moment

Jednym z przełomowych momentów naszej relacji, była chwila gdy Hubert zadzwonił do mnie jako pierwszy (zazwyczaj to ja dzwonię), zapytać czy mam czas i czy możemy się spotkać. To było bardzo fajne, że poczuł się swobodnie i chciał spędzić swój wolny czas właśnie ze mną. Otwartość i akceptacja mamy Huberta ma tutaj wielkie znaczenie. To nie tylko wspaniałe i odpowiedzialne ale również trudne aby dać swojemu dziecku miejsce na rozwój poza swoimi opiekuńczymi skrzydłami.

Spełniam się w tej relacji

Ta relacja daje mi dużo radości i poczucie, że warto dzielić się sobą. Dużo czasu pochłania mi praca, więc łatwo jest w ograniczonym wolnym czasie skupiać się wyłącznie na sobie – ja pobiegam, ja pójdę na tenisa, ja pójdę do knajpy. Dzięki swojej rodzinie, a teraz również Hubertowi mam okazję poświęcić się czemuś wartościowemu również poza biurem. To daje poczucie spełnienia i satysfakcji.

To mnie sporo uczy

Ta relacja jest dla mnie bardzo ważna ze względu na jej charakter – z jednej strony bardzo bliski, a z drugiej luźny i przyjacielski. Dzięki byciu mentorem sam sporo się uczę – by mieć więcej luzu i zmieniać sposób w jaki patrzę na siebie. Zamiast ciągłego trybu pracy z nastawieniem „do przodu”, „szybko”, „na wczoraj”, mogę poczuć się zupełnie inaczej. Włączyć tryb „na spokojnie”, „teraz bez napięć”, „teraz nie musi się nic wielkiego wydarzyć”. Oprócz domu i bycia z rodziną, to chyba jedyna taka okazja.

Nie wolno tego przegapić

Wiek, doświadczenie i wolność idą w parze z odpowiedzialnością. Jeżeli mogę wspierać fantastycznego młodego chłopaka – to jak kształtuje się jego postawa, jak będzie patrzył na świat jako młody mężczyzna – to jest ważna rzecz. Nie wolno tego przegapić.

Armen i Tyler

stories1

Po raz pierwszy spotkałem Tylera, mojego podopiecznego, w 2003 roku, gdy miał zaledwie 11 lat. Pamiętam pierwszy dzień, byłem bardzo zdenerwowany. Czy mnie polubi? Czy będziemy mieli te same zainteresowania? Jak mogę być fajnym mentorem dla jedenastolatka? Spotkaliśmy się i niezdarnie podszedł do mojego samochodu, aby pojechać na naszą pierwszą wycieczkę. To wszystko było tak nowe, nie wiedziałem dokładnie czego się spodziewać. Nie mogłem też przewidzieć ile ta relacja z Tylerem będzie dla mnie znaczyła.

W ciągu ostatnich 11 lat dowiedziałem się dużo o Tylerze i jego rodzinie, a także o kłopotach, jakim musiała stawiać czoła. Tyler wraz ze starszą siostrą Summer był wychowywany przez samotną matkę. W ciągu ostatnich 22 lat jego mama starała się zapewnić jedzenie, schronienie, wsparcie i miłość Tylerowi oraz jego siostrze. Nie było to łatwe zadanie, ale mama Tylera spisała się wspaniale wychowując i troszcząc się o nich w pojedynkę.

Podczas naszej znajomości Tyler kilka razy wpakował się w kłopoty. Rozmawialiśmy o błędach jakie popełnił, a ja opowiadałem mu o swoich błędach. Myślę, że najważniejszą rzeczą, jaką dla niego zrobiłem było to, że zawsze mógł na mnie liczyć. Wiedział, że mógł do mnie zadzwonić kiedy tylko chce. A ja zawsze byłem gotów, aby go wysłuchać i doradzić, mając na uwadze jego dobro.

stories2

Te wspólne 11 lat były dla mnie bardzo satysfakcjonujące. Na moich oczach Tyler z 11-letniego chłopca, z którym strzelałem się wodą z pistoletów, zamienił się w 22-letniego młodego człowieka, mierzącego ponad 2 metry wzrostu! Te bitwy na pistolety wodne były świetnym sposobem na poznanie siebie nawzajem. Ale mieliśmy też kilka trudnych rozmów w gimnazjum na temat narkotyków i innych ryzykownych zachowań. Gdy Tylor był w szkole średniej, rozmowy też stały się bardziej dojrzałe. Rozmawialiśmy o jego przyszłości po szkole, studiach i wyborze zawodu. W ciągu ostatnich 11 lat zrobiliśmy tak wiele rzeczy razem, że trudno byłoby je wszystkie wymienić. Na konferencji prasowej poznaliśmy Prokuratora Generalnego Teksasu, byliśmy na pierwszoligowym meczu piłki nożnej, odwiedziliśmy bibliotekę prezydencką, chodziliśmy razem na basen, oglądaliśmy filmy, spędziliśmy razem Święto Dziękczynienia i świętowaliśmy wspólnie niejedne urodziny. Rozmawialiśmy o życiu i muzyce. Po prostu spędzaliśmy razem czas.

Gdy tylko Tyler postanowił wstąpić do marynarki wojennej byłem z niego bardzo dumny. Chciał połączyć swoją miłość do inżynierii ze służbą w siłach zbrojnych, a jednocześnie być w stanie zapłacić za studia. Nasza relacja nie zawsze była łatwa, ale Tylor zawsze wiedział i wie do dzisiaj, że jestem przy nim, a to wiele dla niego znaczy.

Przez ten cały czas przedstawiciel Big Brothers Big Sisters był z nami w stałym kontakcie. Sprawdzał jak się sprawy mają, zawsze gdy potrzebowaliśmy zapewniał nam wsparcie i wskazówki. Poprzez program Big Brothers Big Sisters, Tyler i ja stworzyliśmy relację, która stała się przyjaźnią na całe życie.