Ola i Klementynka

Równo rok temu też było tak ciepło. Tylko wtedy to był chyba bardziej efekt emocji i stresu, niż przyjemnej, majowej pogody. Spotkałyśmy się pierwszy raz w parku Znicza. Klementyna. Melcia. Stwierdziłam, że dziewczynka o tak pokręconym imieniu musi być wyjątkowa.
Wiele razy słyszałam, że mam “dryg” do dzieci, że jestem “super ciocią”. Wiedziałam też, że przez wiele lat nosiłam w sobie wewnętrzną potrzebę pomocy komuś, kto tego potrzebuje. Decyzja o dołączeniu do Big Brothers Big Sisters of Poland i zostaniu Twoją mentorką nie była racjonalna. Potrzeba serca nie bierze się “na rozum”, to się po prostu czuje i się za tym idzie.
Bałam się. Bardzo chciałam, żebyśmy się polubiły, żebyś mi zaufała, ale zwyczajnie nie wiedziałam, czy podołam. Wiedziałam, że to jest trudne nawet dla dorosłej osoby – a co dopiero dla kilkulatki. Czy dam radę stworzyć z Tobą taką relację, która pozwoliłaby Ci wynieść z niej jak najwięcej i rozwinąć skrzydła? Nie wiedziałam. Ale czułam jednocześnie ogromną ekscytację, ciekawość i satysfakcję, bo odważyłam się zrobić coś, z czym nosiłam się ponad 2 lata. Wiedziałam, jak duża jest odpowiedzialność za drugą osobę. Chciałam się dobrze przygotować.
Zaciekawiłaś mnie od razu, a ta ciekawość rosła z każdym naszym spotkaniem. To, jak mi o sobie opowiadałaś i jakim wdzięcznym słuchaczem byłaś, gdy ja opowiadałam Ci, co mi się przytrafiło. Poznawałam to, co lubisz, jak równie pokręcone imiona mają Twoi rówieśnicy i że truskawki Cię uczulają. Dziwiłam się, jak duże mogą być Twoje oczy, gdy wybierasz smak ulubionych lodów i śmiałam w duchu na kolejne, zawadiackie “Ciociaaaaa….?”, bo wiedziałam, że wróży to dociekliwe pytanie o ekologię, tolerancję czy przekleństwa – jedno z miliona Twoich pytań, na które uwielbiam odpowiadać. Czułam dumę, gdy odważnie robiłaś coś pierwszy raz i widziałam jaką frajdę Ci to sprawia. Cieszyłam się, gdy stawiałaś na swoim i broniłaś swojego zdania, bo wiedziałam, że uczysz się w ten sposób asertywności. Z czasem zyskałam pewność, że mogę być Twoim oparciem, gdy coś Cię trapi i przekonałam się, że najlepszym lekiem na zdarte kolano na rowerze jest mocny przytulas i buziak.
Dzięki Tobie dowiedziałam się też, że nie można odkładać rzeczy na później, że o wiele ciekawiej jest robić coś tu i teraz. Nauczyłam się przy Tobie uważności. I że nie zawsze trzeba być uśmiechniętym i mieć dobry dzień. Że robienie czegoś razem sprawia o wiele więcej frajdy. Że bycie sobą, otwartość i szczerość pozwalają się niesamowicie zbliżyć, a wyznaczanie granic daje ogrom pewności siebie i poczucie bezpieczeństwa.
Dziś mija równo rok od naszego poznania. Coś, co ciężko było mi sobie wyobrazić, upłynęło bardzo szybko. Nie każdy rozumie tą relację, bo rzeczywiście jest ona niestandardowa. Chociaż ja bardziej wolę określenie “jedyna w swoim rodzaju”. Bo czy nie standardem powinny być właśnie relacje, które powstają i płyną z potrzeby serca?

Zobacz także

Bogusia

i Basia Do fundacji Big Brothers Big Sisters trafiłam niespełna 2 lata temu i za sprawą dwóch niesamowicie oddanym pracy kobietom zostałam Mentorką i trafiłam na wspaniałą podopieczną. Owszem posiadam doświadczenie w relacji z dziećmi, bo jestem matką, mam przygotowanie pedagogiczne z racji wykształcenia, sama doświadczyłam trudności jako dziecko i wielokrotnie mi to pomogło, ale nie w tym tkwi sedno sukcesu w relacji z podopiecznym. Przepis na udaną relację jest dość prosty:-) SKŁADNIKI: - otwarte serce - chęć niesienia pomocy - uczciwość - zaangażowanie - wyobraźnia - empatia - odwaga Tylko tyle i aż tyle.... Ten niewielki wysiłek zwraca się za każdym...

Dorota

lat 32, mentorka 9-letniej Anastazji Jak tylko usłyszałam o Big Brothers Big Sisters, od razu...

Dominika

lat 31, mentorka 8-letniej Wioli O Fundacji Big Brothers Big Sisters of Poland dowiedziałam się...